1 listopada 2013

Wszystkich Świętych

Cześć, cześć! Wczoraj było Halloween, a dzisiaj nadszedł pierwszy dzień listopada, czyli Wszystkich Świętych. Już pisałam Wam, że bardzo lubię to święto, więc nie zamierzam się powtarzać. Chcę jednak powiedzieć, że z roku na rok coraz bardziej zaczynam przeżywać to wszystko wewnętrznie. Dzisiaj, siedząc przy grobie ukochanej prababci, wspominałam jak to było, jak z Nią rozmawiałam i przynosiłam Jej tuziny swoich durnych czasopism, a Ona mi je czytała. Jak przyniosłam Jej segregator z karteczkami, i kiedy zobaczyła Hay Lin z W.I.T.C.H. powiedziała, że gdyby zobaczyła takiego potwora w nocy, przestraszyłaby się. Przyznam się Wam nawet, że miałam moment, w którym musiałam zacisnąć oczy, bo prawie się popłakałam...Mimo iż od Jej śmierci minęły cztery lata, ten temat wciąż jest dla mnie bardzo świeży i delikatny. Kiedy zaś stałam przy grobie dziadka, którego nie miałam okazji poznać, zastanawiałam się, jak wyglądałoby moje życie, gdyby dziadziuś nie umarł tak wcześnie. Ponoć był cudownym człowiekiem, więc na pewno miałabym o wiele barwniejsze dzieciństwo. Wyobrażałam sobie nawet, jak stoi obok mnie i rozmawiamy. Nie wiem czemu, ale teraz mam wrażenie, że bym się Go wstydziła, choć doskonale wiem, że tak by nie było. Po prostu ciężko mi sobie wyobrazić życie, w którym mogę powiedzieć, że mam dwóch dziadków, bo nigdy tego nie zaznałam. I już nigdy nie zaznam.


Jednak przejdę do czegoś przyjemniejszego. Co roku - po wizycie na cmentarzu - była pora na obiad. Odbywał się on albo u mnie w domu, albo u dziadków. Przyzwyczaiłam się już do tego i kiedy mama poinformowała mnie, że idziemy na obiad do cioci, zrobiło mi się przykro. Rozumiem mamę, że chciałaby spędzić święta ze swoją rodziną, bo co roku spędzaliśmy je z rodziną taty, ale jednak mam sentyment do obiadu w towarzystwie dziadków. I - mimo że u cioci było naprawdę fajnie - jednak za rok wolałabym zjeść z dziadkami. Ot, kwestia przyzwyczajenia. Jakoś tak dziwnie mi na duchu i w ogóle nie czuję tych świąt. Właśnie przez to, że nie spotkałam się z babcią, dziadkiem i pradziadkiem, a z ciociami, wujkami i rodzeństwem ciotecznym, które jest ode mnie starsze. Ale przyznam się, że jestem w szoku, bo jeszcze rok temu nie odezwałabym się do żadnego z nich ani słowem, a dzisiaj nawet normalnie rozmawialiśmy. Być może to kwestia tego, że dojrzałam i mam nieco poważniejsze tematy? Mam taką nadzieję, bo nieco ciężko jest z tym, kiedy siostra cioteczna dzwoni do Twojego brata i zaprasza go na ognisko, a Ciebie już nie, bo nie rozmawiacie...Wiem, że raczej w tym roku się to już nie zmieni, ale na pewno zrobiliśmy dzisiaj krok do przodu :) Liczę na to, że będzie lepiej. 


Nie zanudzam Was dłużej. I tak w każdym poście się rozpisuję. Niestety, taka już jestem i po to założyłam tego bloga :) Żeby się wypisać. No to co? Do następnego posta i czekam, aż w komentarzach opiszecie mi, jak Wy spędziliście 1 listopada, bo także jestem ciekawa :D Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Fajny blog, zapraszam do siebie: dziewczyna-w-holandii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny blog ! Sama bym chciała założyć podobny. A 1 listopada spędziłam w rodzinnym gronie na cmentarzu i w domu babci ;)

    OdpowiedzUsuń