9 listopada 2013

Listopadowe postanowienie

Cześć! Długo nie pisałam, ale nie było to spowodowane brakiem czasu czy coś, bo czasu mam naprawdę mnóstwo, a po prostu nie wiedziałam, o czym mam napisać. Dopiero dzisiaj postanowiłam, że opiszę swoje listopadowe postanowienie, a mianowicie schudnięcie. Odkąd pamiętam ważyłam więcej, niż bym chciała. Mam 170 cm wzrostu, więc po mnie tego nie widać, ale źle czuję się w swoim ciele, a jak staję na wagę, to w ogóle mogiła. Postanowienie, że będę ćwiczyć, wymyśliłam sobie już dawno temu, może dwa lata minęły. Nigdy jednak nie brałam tego aż tak na poważnie, jak teraz. Zawsze to wyglądało tak : ćwiczyłam jeden dzień, a następnego uznawałam, że nie ma sensu albo zrobię to później. Nie. Teraz tak nie jest, wręcz czuję potrzebę robienia tego. Nie chce mi się, to prawda. Mam zakwasy na brzuchu, również prawda. Ale mam w sobie determinację, której brakowało mi wcześniej. Skąd mi się w ogóle wzięła chęć na to ćwiczenie? Głównie za sprawą pewnej vlogerki - Zmalowanej. Obejrzałam jej filmik o odchudzaniu, o tym, jak ona schudła i pomyślałam "kurczę, skoro ona dała sobie radę, mając małą córeczkę, to dlaczego ja mam sobie nie poradzić?". I od razu zabrałam się za filmiki, w których podawano różne ćwiczenia. Wybrałam sobie kilka, których na razie nie zdradzę, bo nie jestem pewna, czy działają. Ale fakt faktem, wykonuję je i mam nadzieję, że coś dadzą, bo w końcu zakwasy mam, więc te mięśnie brzucha musiały pracować. A mam dosyć tego, że za każdym razem na basenie muszę wciągać brzuch lub zakrywać go rękoma.


Żeby te ćwiczenia coś dały, postanowiłam też nieco ograniczyć tuczące rzeczy, co w moim przypadku będzie naprawdę ciężkie, ale w końcu trzeba spróbować. Wyrzuciłam ze swojego jadłospisu wszelkiego rodzaju chipsy (moi stali goście), coca-cole i inne niezdrowe rzeczy, a dodałam owoce, wodę (którą bardzo lubię, więc problemu nie będzie) i ewentualnie(!) batona Corny Big. Widziałam go w wielu sklepach sportowych, więc doszłam do wniosku, że będzie on najbardziej odpowiedni. No i nie ukrywam, że jest bardzo smaczny, zwłaszcza żurawinowy. Dodatkowo chodzę do szkoły pieszo. Muszę iść około kilometra, co może zbyt dużą odległością nie jest, ale lepszy rydz niż nic. Staram się także sporo jeździć na rowerze, ale tutaj akurat za dobrze mi nie wychodzi, gdyż mam za słabe nerwy, jak na mój skrzeczący/sam-zmieniający-przerzutki rower. Powoli więc rezygnuję z dwukołowca, a za to zakładam słuchawki i używam nóżek :) Zobaczymy, jak długo dam radę.


No to co? Życzcie mi powodzenia, a ja postaram się wytrwać. Obiecuję, że jak zauważę pierwsze efekty, to od razu dam Wam znać. Kto wie? Może zmobilizuję kogoś do działania? :) Do usłyszenia!

9 komentarzy:

  1. Ja wlascie cwicze.. aczkolwiek. ostatnie dni ciut olewam :c

    sali-pno.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog <3
    grestaco6.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ciągle mówię, że od jutra zaczynam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też ćwiczę już miesiąc Chodakowską. Widać efekty także polecam ! ;D
    Pierwsze zdjęcie to twój brzuch?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym zacząć ćwiczyć z Chodakowską, ale wiem, że nie dam rady xD
      Niee, do takiego brzucha dążę :D

      Usuń
  5. Ja ciągle mówię 'zaczynam od jutra' :) Ale Tobie życzę powodzenia!
    obserwujemy?

    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  6. ohh chciałabym mieć taki brzuszek:) po ciąży dużo ćwiczę ale nadal nie jestem zadowolona z efektów:)
    zapraszam do siebie w wolnej chwili:)
    http://mesmerize87.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Och skąd ja znam to pierwsze podejście :D Jeden dzień "diety" a potem jej koniec...
    W każdym razie teraz życzę Ci wytrwałości i powodzenia w nowym stylu życia <3 Bardzo ciekawa i również motywująca notka ;)

    http://lily-vegas.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę wytrwałości, bo u mnie to z nią jest najciężej...ale zgodnie z moim mottem idę do przodu w każdym temacie, bo ..."jak się nie ma co się lubi, to się do tego dąży..".

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,

    Malko

    OdpowiedzUsuń